Projekt „Podwórko”

Projekt Rakowiecka kończył się imprezą rodzinną. Przez pięć miesięcy grupa zapracowała na zaufanie Administracji, więc impreza miała być wyjątkowa. Wariant z imprezą grillową na więziennym spacerniaku nie przeszedł głównie za sprawą niepewnej pogody, chociaż Grupie już nawet udało się uzyskać wstępną zgodę innych (bardzo licznych) osadzonych aby w tym czasie nie korzystali ze spacerniaka – „bo będzie impreza rodzinna Powrotu Taty”. Bo trzeba przyznać, że nasz projekt „Powrót Taty” znany był powszechnie i cieszył się szacunkiem zarówno u osadzonych, jak i tych, którzy ich pilnują.
Skoro nie spacerniak, to sala konferencyjna. Sala ta znajduje się w najstarszej części Aresztu – w budynku Dyrekcji. Być może niektórzy pamiętają tą salę ze starych kronik filmowych, relacjonujących pokazowe procesy „wrogów ludu”. To w niej odbywały się te procesy. Teraz pełni funkcję sali konferencyjno-szkoleniowej, koncertowej, wystawowej, a nawet kaplicy. Korzystaliśmy już z niej w projekcie na „Mysim Balu” i na sesji fotograficznej. Tym razem miała być przez trzy godziny warszawskim podwórkiem. I była. Można było kopać piłkę, tą w realu i tą na wielkim ekranie. Można było grać w klasy i skakać na wielkiej skakance. Tatowie bujali dzieciaki na kocach i organizowali zabawy klanzą. Były bańki mydlane i piłki do skakania.
Ten dzień był niezwykły jeszcze z jednego powodu, a mianowicie z powodu… wykwintnego menu. Uzyskaliśmy zgodę, a to niezwykły dowód zaufania do nas, na przygotowanie menu „na wolności”. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że po zmianie przepisów na teren Aresztu nie można wnosić żadnego jedzenia z zewnątrz, a wszystko trzeba kupić w więziennej kantynie. W przypadku naszego spotkania rodzinnego było inaczej. Wśród osadzonych mieliśmy kolegę, który był z wykształcenia i zamiłowania kucharzem. Jego małżonka prowadzi barek z pysznym jedzeniem, a ich syn tez bardzo lubi gotować. W związku z tym grupa postanowiła, że nie będziemy kupowali kateringu w kantynie ani na mieście, tylko ugości nas Rodzina D i to będzie ich miniprojekt. Wolontariusze kupili produkty, a małżonka trzy dni przygotowywała. Pomagał syn. A było co przygotowywać, bo gości było 60 osób! Były więc: śledzie, tatar z łososia, mięsa pieczyste, sałatki, tartinki, babeczki z pikantnym nadzieniem, babeczki na słodko, tort bezowy (rewelacyjny!!!), tort marchewkowy, sernik i już nawet nie pamiętam co więcej. To wszystko trzeba było zrobić, zapakować, przewieźć i wnieść do Aresztu. Stoły przykryto białymi obrusami (to nic, ze papierowymi) i wszystkie wiktuały i napoje porozstawiano elegancko. Tym samym powstał wykwintny szwedzki stół. Nad całością czuwał tata i syn w eleganckich białych czapkach. Było godnie.
W części oficjalnej dzieci wręczyły ojcom pamiątkowe dyplomy ukończenia projektu, a same dostały od tatów złote medale „dla najwspanialszych dzieci”.
I wtedy dopiero przeszliśmy do clou programu. Wszystkie dzieciaki dostały magiczne kubki ze zdjęciami swoich tatów i poduszki do przytulania ze zdjęciem taty. Kubki dostały też żony, partnerki, mamy i siostry. Dodatkowo rodziny wielodzietne dostały puzzle ze zdjęciami rodzinnymi do układania. Było duuuuużo wzruszeń!
I tym sposobem dokonaliśmy niemożliwego – dzieciaki mogą się przytulic wieczorem do swoich tatów i rano przy śniadaniu popatrzeć na wspólne zdjęcia z tatą – na kubku.
Dodatkowo wszystkie rodziny dostały zdjęcia z imprezy fotograficznej na płytach cd. Jakość tych zdjęć (dzięki Piotrowi) jest taka, ze z powodzeniem można je oprawić i powiesić na honorowym miejscu w domu. I teraz można chwalić się przed kolegami i sąsiadami, jakiego fajnego ma się tatę i jaką dobrą rodziną jesteśmy!
Dodam jeszcze, że wszyscy tatowie byli w prywatnych ubraniach a na Sali nie było funkcjonariuszy Służby Więziennej, mimo, że zapraszaliśmy. Powiedzieli – to jest impreza dla dzieci. Nie chcemy jej psuć.
Ile to wszystko kosztowało pracy wiedzą najlepiej nasi wolontariusze – Piotr Maciaszek i Wojtek Pokój.

podwórko1

Paweł MaciaszekProjekt „Podwórko”